Jednego razu pojechałem aby pomodlić się wstawienniczo nad panem, który miał raka płuc z przerzutami na żebra. Zastałem tego mężczyznę z żoną i córką. Rozmawiamy. Okazało się, że od 25 lat żyją w związku niesakramentalnym, ponieważ ten pan był po rozwodzie. I jeszcze nie zacząłem mówić, a oni jednogłośnie: proszę księdza my chcemy żyć tak jak Pan Bóg przykazał, chcemy przystąpić do sakramentów świętych, dlatego chcemy się zdeklarować, że będziemy żyć jak brat i siostra, jako białe małżeństwo. 

Postanowili całkowicie zmienić swoje dotychczasowe życie i zerwać z grzechem, dlatego wyspowiadałem oboje i wstawienniczo modliliśmy się z tą kobietą i córką o uzdrowienie dla tego Pana. Lekarze dali mu dwa tygodnie życia. 

Za pół roku dzwoni ta żona i płacze przez telefon ze szczęścia, ponieważ po operacji lekarze ze zdumieniem stwierdzili, że wszelkie nacieki nowotworowe cofnęły się o 70%, nie został całkowicie uzdrowiony, ale choroba się na tyle cofnęła, że żył jeszcze dwa lata. Przed śmiercią byłem u niego i nie zapomnę jego szczęścia i wdzięczności Panu Bogu, za te dwa lat życia sakramentalnego, które otrzymał od Pana Boga. Chwała Panu!

A więc gotowość na przemianę życia po odzyskaniu zdrowia, pragnienie zmiany na lepsze, pragnienie zachowywania przykazań – to bardzo ważny warunek, krok który powinien być uczyniony ze strony tego, który przychodzi prosić o uzdrowienie. Gdy osoba cierpiąca żyje w dobrowolnym grzechu (np. uporczywie trwa w nienawiści, odmawia przebaczenia), stanowi to poważną przeszkodę do uzdrowienia. Potrzeba wówczas pomóc osobie w tym, aby uznała skruchę i podjęła decyzję zerwania z grzechem. I o to w pierwszej kolejności trzeba się modlić. Niewiele da uzdrowienie fizyczne komuś, kto byłby potem potępiony.